No limit

Oferty typu No limit, które zagościły w ostatnich dniach marca w cennikach rodzimych operatorów komórkowych sprawiły, że świat już nie jest taki sam. Jak już w poprzednim wpisie stwierdziłem, te taryfy to propozycja dla tych, którzy dużo wydają na usługi operatorów i w gąszczu obowiązujących do tej pory taryf nie potrafili dobrać czegoś dla siebie.

Przy okazji wprowadzenia No limit pojawiły się hipotezy po co to zrobiono.

Pierwsza mówi, że Play zaatakował, bo chciał ściągnąć do siebie najlepszych klientów indywidualnych i z segmentu SOHO innych sieci. Przemawia za nią to, że PTC i PTK Centertel szybko przedstawiły analogiczne taryfy, które de facto są udoskonalonymi kopiami Formuły 4.0. W przypadku Orange, taryfa dotyczy na razie tylko biznesu i zwiera wliczone w podstawową cenę nielimitowane rozmowy do sieci stacjonarnej (P4 i PTC oferuje je za dodatkowe 7 zł).

Druga mówi, że Play rozpętując kolejną wojnę chciał zmusić konkurentów do podjęcia decyzji o przejęciu go. Taki wariant austriacki, gdzie przed laty najmniejszy gracz rozpoczął ostrą wojnę cenową i obniżając – ku uciesze klientów – ceny zmusił austriackie T-Mobile do przejęcia. Najsilniejszy argument przeciw jaki znalazłem, to wielkość P4. Operator jest zbyt duży – pod względem udziału w rynku kart SIM i przychodów – by UOKiK się na to zgodził.

Trzecia mówi, że taryfy No limits to wspólna gra trzech operatorów przeciwko Polkomtelowi. Gra nastawiona na odbicie najcenniejszych klientów firmy, która z powodu konieczności obsługi olbrzymiego zadłużenia nie może sobie pozwolić na obniżanie zysków i rentowności poprzez wprowadzanie agresywnych ofert. W spisek trzech trudno mi uwierzyć. Byłaby to zbyt ryzykowna gra, bo – w przypadku skutecznych działań UOKiK, a być może Komisji Europejskiej – mogłaby mieć fatalne skutki dla rozgrywających.

W to, że każdy z trzech graczy z osobna liczy teraz na pozyskanie klientów Plusa wierzę. Wszak już od dłuższego czasu praktycznie jedynym sposobem na zdobywanie nowych klientów jest ich wyrywa innym operatorom.

Czwarta hipoteza mówi, że No limit to działanie obronne związane z rosnącą popularnością wszelkiej maści komunikatorów takich jak Skype, Tango, Viber, WhatsApp, czy wiadomości prywatne na Facebook. Klienci zamiast dzwonić, czy wysyłać SMS korzystają z analogicznych, darmowych usług realizowanych przez firmy trzecie z wykorzystaniem transmisji danych, czy to przez WiFi, czy to przez sieci mobilne. Te usługi mają negatywny wpływ na przychody sieci komórkowych. Wprowadzenie No limit ogranicza potrzebę ich wykorzystywania przez klientów z najzasobniejszą kieszenią. Tym, którzy mniej wydają operatorzy mogą oferować usługi własnych aplikacji takich jak Freeyah, czy Bobsled.

Ta hipoteza ma sens i – co ważne – nie jest sprzeczna z żadną z trzech wcześniejszych.

Do sprawy hipotez zapewne jeszcze wrócę, zwłaszcza, gdy pojawią się nowe, albo pojawią się nowe, mocne argumenty za którąś z już przedstawionych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: