Ping nie dla mnie

Ping ma już milion użytkowników – poinformował w sobotę Mashable, jeden z moich ulubionych serwisów technologicznych. A mnie jakoś nieśpieszno do tego getta.

Gdy tylko 1 września Steve Jobes powiedział, że Apple uruchamia własny serwis społecznościowy Ping, wśród kilku moich znajomych z FB zapanowała gorączka. Kombinowali jak można już teraz skorzystać z Pinga. A sprawa nie jest prosta. Nie da się bez aktualizacji iTunes do wersji 10,0, nie da się z Polski bez wyrobienia sobie fałszywej tożsamości z jednego z 23 krajów, w których serwis jest dostępny. Polski na tej liście oczywiście nie ma, tak jak nie ma naszego kraju na liście rynków, na których w Appstore Appla można kupić pliki muzyczne.

Dla chcącego nic trudnego, a od ponad 30 lat wiadomo, że Polak potrafi. Znajomi z FB ściągnęli 10, gdy tylko w nocy ze środy na czwartek się pojawiła. Pokombinowali i zarejestrowali się w Ping. Jaki są ich dalsze społecznościowe losy nie wiem, bo Pinga nie mam. Widzę ich za to nadal na FB. Ci co pisali na Twitterze też tam dają znaki życia.

Jeden twitterowy sygnał był szczególnie ciekawy. „Znajdźcie mnie proszę na Pingu i dodajcie do obserwowanych, bo ja nikogo nie mogę znaleźć. Jestem jako – surprisesurprise – Przemyslaw Pajak”. @przemekspider napisał to zdanie 2 września przed południem. Chwilę później dodał: „@Sonorov jeśli masz konto w iTunes (nie polskim), to myślę, że warto. Na pierwszy rzut oka – to taki MySpace 2.0. Widzę spory potencjał”.

A mnie cały czas nie było spieszno do Pinga. Z rozbawieniem przeczytałem najpierw twitt @harald_b : I’m now wondering when Apple will patent word „ping” and when they going to sue Monty Python for „machine that goes PING” a potem informację, że Apple odkupiło od spółki z Ping w nazwie prawa do tego słowa.

Pewnie w czwartek, a może w piątek nagle zdałem sobie sprawę, dlaczego mnie nie ciągnie do Pinga. Serwis ma być okołomuzyczny. Muzykę lubię, ale osoba, z którą szczególnie lubię gadać o muzyce, a często na odległość słuchać tych samych kawałków, niema i nie chce mieć iTunes (ze wszystkimi tego konsekwencjami). Czyli Ping dla mnie nie ma sensu. Ze znajomy nadal będziemy gadali o muzyce przez telefon, albo wysyłając sobie maile. Te ostatnie wzbogacone czasami linkami do plików na YouTube.

To z kolei skłoniło mnie do konstatacji, że ping jest takim gettem zrobionym przez Apple dla tych co mają przynajmniej iTunes (jest ich ponad 300 mln), a jeszcze lepiej któryś produktów Appla na dokładkę. Ani FB, ani Twitter, ani LinkedIn, ani Nasza Klasa, czy MySpace takich wymagań nie stawiają. Wystarczy rejestracja i dowolna przeglądarka. Ping jest z założenia zamknięty, a wymienione przeze mnie serwisy są otwarte.

Już po tych przemyśleniach Mashable uraczył mnie newsem dotyczącym ton spamu, jaki dostają użytkownicy pinga, a CNN informacją o zasadach na jakich muzycy i zespoły niezależne mogą uczestniczyć w serwisie. Tu pozwolę sobie na cytat: „the blog HypeBot asked Apple how independent artists could set up profiles on the site. Apple’s response: Artist profiles were launched by invitation, but we’ll keep adding more and more”.

To umocniło mnie w przekonaniu, że Ping nie dla mnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: